HISTORIA KINA W PIGUŁCE
Po co ludzie chodzą do kina? Najprawdopodobniej po to, by przez półtorej
godziny mieć "wolną głowę", zapomnieć o problemach i poprawić sobie
humor. W zależności od nastroju wybieramy film, który może nas przestraszyć,
rozbawić, nauczyć czegoś, wzruszyć, zaskoczyć, trzymać w niepewności, zwodzić,
zmusić do refleksji itd. Jaki jest zatem przepis na idealny film?

Okazuje się, że wystarczy połączyć ze sobą ok.
500 filmów, dodać kilka znanych piosenek filmowych w tle tworząc coś, czego
jeszcze w kinie nie było. Bo czy może być coś piękniejszego niż obecność Marlona Brando, Jacka Nicholson, Roberta De Niro, Alaina Delon, Ala Pacino, mistrza Yody, Brigitte Bardot, Grety Garbo, Rity Hayworth, Audrey Tautou, Audrey Hepburn, Marilyn Monroe, Meryl Streep, Julii Roberts i wielu, wielu innych w jednym i tym samym filmie?
György Pálfi w swoich poprzednich dziełach pokazał już, że ma nietypowe
podejście do sztuki reżyserskiej. Zarówno "Czkawka", jak i "Taxidermia" należą do
najbardziej kontrowersyjnych filmów ostatnich lat. Szczególnie ten drugi
wywołał na festiwalu w Cannes w 2006 roku wielki skandal. Zaszokował
publiczność swoją obscenicznością, obrzydliwością i trudną w odbiorze fabułą.
Jednak tych środków Pálfi użył tylko po to, aby w intrygujący i nowatorski sposób
przedstawić bardzo ciekawą historię trzypokoleniowej skomplikowanej rodziny.
Jest to reżyser, który nie boi się eksperymentować i szukać nowych,
nieodkrytych szlaków w światowej kinematografii.
Tym razem György Pálfi postanowił przenieść swoje filmowe eksperymenty na zupełnie
inne tory. Z technicznego punktu widzenia zmontowanie z tak wielu filmów
jednego niezależnego nie jest trudnym zadaniem. Dokonanie tego jednak tak, aby
stworzyć z tego ciekawą i interesująca opowieść, która nie będzie tylko
eksperymentem, ale obroni się również jako oddzielny film to już zadanie
wymagające prawdziwego artystycznego kunsztu.
Przez wielu krytyków i potencjalnych odbiorców próba
ta z góry była skazana na niepowodzenie. Wydawać się mogło, iż widz nie będzie
w stanie skupić się i znaleźć jednego wspólnego wątku w tak wielu
przeplatających się z prędkością światła scenach. Kolejne ujęcia różniły się
między sobą ostrością obrazu, gatunkiem filmowym, datą produkcji, językiem
mówionym. Jedna wielka tykająca bomba pełna
wizualnych zwrotów akcji.

Wszystkie moje obawy okazały się całkowicie
bezpodstawne. Nie miało to żadnego znaczenia czy film pochodził z lat 30. czy z lat 90., miłość
zawsze była i jest miłością, a zazdrość zazdrością. Dzięki temu wszystkie
obrazy są ponadczasowe i ponad wszelkimi podziałami. Gdy chodzi o uczucia,
człowiek od początku istnienia i w każdym miejscu na świecie potrzebuje tego
samego: miłości, akceptacji i zrozumienia.
„ Panie, panowie - ostatnie cięcie” to
półtoragodzinna historia kina w pigułce. Pozycja obowiązkowa dla każdego
kinomana, który poza duża dawką sentymentalizmu odnajdzie w tej opowieści precyzyjnie
dobrane ujęcia i smaczki (zagadki filmowe) bardzo starannie ukryte przez
reżysera.
Dobór filmów, którego dokonali twórcy
był bardzo dobrze przemyślany. Wykorzystano zarówno fragmenty
filmów komercyjnych takich jak: "Titanic", "Avatar", "Gwiezdne Wojny", "Gorączka
Sobotniej Nocy", jak i ujęcia z obrazów kina niezależnego, mniej znanego
szerszej publiczności. "Poza
prawem",
"Mulholland
Drive",
"Opowieści
kanterberyjskie". Miłym akcentem
dla polskiej publiczności jest niewątpliwie fakt, iż Pálfi wykorzystał kilka scen
z polskiej kinematografii. Przede wszystkim emocjonalny fragment filmu "Popiół i
diament”,
a konkretnie zbliżenie twarzy Zbigniewa Cybulskiego.
Ten filmowy eksperyment dał nową jakość w
postrzeganiu kina. Nie tylko jako narzędzia do produkcji emocji, ale również
traktowania filmów w kontekście odkrywania nowych szlaków i możliwości jakie
daje dzisiejszy rozwój technologii. Tylko wyobraźnia twórców stanowi granicę
miedzy jawą a snem. Podczas oglądania seansu reżyser zaprasza nas do swojej gry
w rozpoznawanie ikon światowego kina i odgadywanie tytułów filmów. W chwili
opuszczania sali projekcyjnej widz ma ogromną ochotę obejrzeć ten film jeszcze
raz.. i jeszcze raz. Bo to nie tylko ciekawa historia, lecz również wciągająca
gra reżysera z odbiorcą. Gra, w której
jest tylko jeden zwycięzca – światowa kinematografia.
Komentarze
Prześlij komentarz